[Kilka bardzo ważnych słów, ważnych, bo prawdziwych. J.B.]
Mirosław Kokoszkiewicz
W ubiegłym roku przed sejmem odbył się protest przeciwko „ustawie dezubekizacyjnej”, która ograniczy świadczenia wypłacane wszystkim tym funkcjonariuszom służb, którzy pełnili służbę na rzecz systemu totalitarnego. Trzeba mieć niezły tupet by uczestniczyć w takim proteście, zwłaszcza, że wielu z tych oburzonych, – o czym się mało mówi – to kontynuatorzy rodzinnych tradycji, czyli potomkowie utrwalaczy władzy ludowej zainstalowanych nad Wisłą dzięki czynnej asyście sowieckich bagnetów. To wszystko odbyło się tuż przed kolejną, tym razem półokrągłą 35. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego.
Te wszystkie spóźnione o ćwierć wieku nieśmiałe próby oddzielenia i odróżnienia katów od ofiar oraz przywrócenia historycznej prawdy skazane są na wielki opór materii i to właśnie ten wieloletni poślizg jest temu winien. Człowiek od najmłodszych lat jest wyposażony w chroniące go mechanizmy obronne. W razie nieznośnego hałasu zawsze może zatkać uszy, a kiedy wieje wiatr automatycznie mruży oczy, aby nie dostało się do nich jakieś ciało obce. Kiedy dotyka czegoś gorącego natychmiast cofa rękę gdyż do odpowiedniego ośrodka w mózgu docierają właściwe bodźce. Niestety nasze umysły nie są wyposażone w mechanizm obronny chroniący nas przed manipulacją i zalewem fałszywych informacji. Odróżniania prawdy od kłamstwa trzeba się uczyć i niestety nie pomoże tu sama nabyta teoria, ale niezbędne jest także duże doświadczenie. Zwłaszcza, że kłamstwo o rzekomym odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku funkcjonuje już niemal przez całe jedno pokolenie.
Mimo tych 36 lat od wprowadzenia stanu wojennego spora zmanipulowana cześć naszego społeczeństwa do dziś uważa, że było to mniejsze zło, które jednak po ośmiu latach umożliwiło „porozumienie elit”, czyli zawarcie w 1989 roku porozumień przy okrągłym stole, co zaowocowało odzyskaniem niepodległości. Masakra na wybrzeżu z grudnia 1970 roku do dziś nazywana jest jeszcze „wydarzeniami grudniowymi”, a Sierpień 80 określany jest, jako „wiosna Solidarności”, „karnawał Solidarności”, „fala sierpniowych strajków” lub „zryw Solidarności”. Te wszystkie eufemizmy powstały tylko po to, aby nie nazywać rzeczy po imieniu. Prawda, bowiem jest taka, że gdybyśmy rzeczywiście w 1989 roku odzyskali niepodległość to podręczniki historii oprócz opisywania Powstania Listopadowego, Powstania Styczniowego czy Powstania Warszawskiego powinny omawiać i wielkimi literami opisywać narodowowyzwoleńcze, antykomunistyczne Powstanie Sierpniowe z 1980 roku, jako jeden z największych, najpiękniejszych i najbardziej masowych patriotycznych narodowych zrywów w dziejach świata. Z kolei stan wojenny zgodnie z historyczną prawdą powinien w tych samych podręcznikach być opisywany, jako brutalne stłumienie Powstania Sierpniowego dokonane przez zdrajców polskiego narodu będących na usługach Moskwy. Tak, Sierpień 80’ to kolejne w naszej historii wielkie powstanie zduszone przez rosyjskiego zaborcę. Tym razem zamiast na Sybir tysiące powstańców zmuszono do wyjazdu na Zachód zaopatrując ich w wilcze bilety, czyli paszporty tylko w jedna stronę. Gdybyśmy żyli w prawdzie oraz w państwie wolnym i suwerennym to nikomu będącemu kiedyś na usługach obozu moskiewskiego nawet do głowy by nie przyszło, żeby manifestować i domagać się utrzymania przywilejów płacowych tak jak to uczynili w ubiegły piątek funkcjonariusze komunistycznego reżimu, z których wielu 35 lat temu brało udział w tłumieniu Powstania Sierpniowego.
Prawdziwą wolność i suwerenność dopiero dzisiaj próbujemy wywalczyć. Dzieje się to 35 lat od wprowadzenia stanu wojennego, a to, co stało się w 1989 roku śmiało możemy nazwać „nową Targowicą”, która dzisiaj nie może pogodzić się z utratą władzy. Opisywanie naszej najnowszej historii tak jak to uczyniłem powyżej jeszcze całkiem niedawno napotykało na drwiny i pukanie się w czoło, choć podobnie myślało i mówiło wielu. Bronisław Wildstein nie ma dziś żadnych wątpliwości twierdząc, że: III RP powstała na zwłokach „Solidarności”, bo tylko na zwłokach „Solidarności” mógł powstać taki twór. I mam wrażenie, że dopiero to, co dzieje się teraz, jest odrodzeniem tego ducha. Jeżeli już jesteśmy przy odradzaniu ducha to trzeba jeszcze raz przypomnieć, kto tego ducha łamał i sączył w nasze umysły kłamliwą propagandową truciznę. Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że zacytuję Adama Michnika, który ma największe zasługi w utrwalaniu władzy nowej Targowicy i przedstawianie ostatniego ćwierćwiecza, jako najlepszy okres historii polski ostatnich 500 lat. Oto kłamstwo, że tak powiem klasyczne i typowe dla Michnika: Nie można jednostronnie przedstawiać biografii człowieka, który zdecydował się zerwać z tradycjami dyktatury. Jeden zdecydował się na bardzo daleko idące kompromisy z antykomunistyczną opozycją, a drugi zdecydował się na współpracę z amerykańskim wywiadem. Polacy długo jeszcze będą dyskutowali, który z tych wyborów był lepszy. Moim zdaniem gen. Jaruzelski zrobił dla Polski nieporównywalnie więcej niż płk Kukliński.
To firmowy niemal wzorcowy zabieg tego patologicznego faryzeusza. Zestawić zdrajcę z patriotą i przekonywać, że to właśnie zdrajca ma większe zasługi dla Polski. Zauważmy, że ten spór „Jaruzelski czy Kukliński” trwa tak długo jak długo istnieje III RP. To tak jakby Michnik powiedział: Moim zdaniem służący Szwedom płk Kuklinowski zrobił dla Polski nieporównywalnie więcej niż chorąży orszański, Kmicic. Jak mocno trzeba zatruć ludzkie umysły Polaków, aby taki spór mógł w ogóle trwać i to przez tyle lat? Porównanie łajdaka Jaruzelskiego do zdrajcy Kuklinowskiego z „Potopu” jest tak samo celne jak porównanie pułkownika, a właściwie już generała Ryszarda Kuklińskiego do Kmicica. Nigdy nie byłem aż tak naiwny, aby wierzyć, że Ryszard Kukliński już jako młody chłopak wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego z zamiarem rozwalania komunizmu do środka. Kukliński podobnie jak Kmicic to postać piękna, bo dynamiczna złożona i na wskroś polska. Nie byłoby Babinicza broniącego Jasnej Góry i ratującego życie króla Jana Kazimierza bez wcześniejszego Kmicica palącego Wołomontowicze. Jaruzelski zaś to bez żadnych wątpliwości, cytując Kmicica: łotr, łajdak i śmierdzące bydle. Skończone śmierdzące bydle. Bydle, które Michnik latami próbował uczłowieczyć broniąc nie tyle sowieckiego pachołka w polskim mundurze, ile własnego życiorysu zdeterminowanego namiętnym flirtem z sowieckimi generałami.
Socjalizm – tak, wypaczenia – nie – głosiło hasło w 1980 roku. Przypisywano je „Solidarności”, ale zapewne w jego narodzinach i promowaniu maczała łapy bezpieka wyraźnie przerażona w pierwszych tygodniach sierpniowego powstania. Dzisiaj mimo nastania prawicowej władzy boję się, żeby nie zaczęło obowiązywać hasło, III RP – tak, wypaczenia – nie. Jakakolwiek kontynuacja tradycji III RP będzie niczym innym jak czerpaniem wprost ze spuścizny PRL-u, bo III RP nie jest żadnym państwem suwerennym. Jest tym samym peerelowskim gadem tylko po sezonowej wylince, czyli zrzuceniu zrogowaciałej czerwonej warstwy naskórka, spod której wyłonił się nowy, bardziej różowy i elastyczny. Nie żyją już zdrajcy, Kiszczak i Jaruzelski. W najbliższy wtorek 35. rocznica wprowadzenia stanu wojennego drugi raz obchodzona w czasie rządów prawicy. Czekam, że tym razem usłyszymy historyczną prawdę o Powstaniu Sierpniowym 1980 roku stłumionym 13 grudnia 1981 roku przez rosyjskiego zaborcę i służących mu miejscowych zdrajców. Bez takiej jasnej deklaracji, czyli powiedzenia prawdy nie można zbudować prawdziwie wolnej i suwerennej Polski. To prawda musi być kamieniem węgielnym i fundamentem.
