[ UE – czyli żarty nieśmieszne. A może Polexit? Nie, nie, żartowałem. Wiem, że bez niej nie możecie żyć. J.B.]
Jeden z pierwszych argumentów przeciw polskiemu członkostwu w Unii Europejskiej, jaki usłyszałem z zamierzchłych czasach, odnosił się do absurdów, czyli słynnego mierzenia krzywizny ogórków i bananów. Do tej puli pozornych absurdów dochodzi ślimak uznany za rybę i jeszcze tysiące takich kruczków wywołujących uśmiech zdrowego na ciele i umyśle człowieka. W Polsce też mamy takie kwiatki, na przykład w ustawie o VAT, gdzie na wiklinę surową i przetworzoną obowiązują różne stawki, a czy koszyk z surowej wikliny jest wikliną przetworzoną wie wyłącznie naczelnik poszczególnego Urzędu Skarbowego.
Przywołanie ustawy VAT-owskiej, w kontekście biurokratycznych niedorzeczności unijnych, nie ma w sobie nic z przypadku. Takie skojarzenie samo się nasuwa i wiąże w sposób naturalny z gigantyczną skalą przekrętów. Przepis może i jest komiczny, ale jego waga i skutki finansowe są jak najbardziej poważne. Karuzeli VAT-owskich nie dałoby się rozkręcić bez odpowiednio przygotowanych ustaw umożliwiających prostacką metodą wyciąganie miliardów złotych z kieszeni podatnika. Prostowanie bananów, mierzenie ogórków i przerabianie ślimaka na rybę, to również są konkretne i jeszcze większe pieniądze. Dzięki takim bzdurnym zapisom można unikać podwyższonych stawek podatkowych lub uzyskiwać dotacje, a co więcej eliminować konkurencję i kontrolować całe gałęzie gospodarki.
Każdy z tych durnych przepisów ma swoje bardzo proste wyjaśnienie, podam dwa, żeby łatwiej było ocenić i przyswoić o co chodzi. Wspomniany ślimak przerobiony na rybę, to efekt wyłożonej kasy przez francuskich lobbystów dla francuskich i nie tylko francuskich deputowanych, którzy bez grymasu przegłosowali bzdet. Dlaczego? W tamtym czasie hodowle ryb były objęte specjalnym programem i dotowane z funduszy unijnych. Ślimak siłą rzeczy na takie dobrodziejstwo się nie załapał, no to bystrzy francuscy hodowcy doszli do słusznego wniosku, że biurokraci z łatwością przerobią mięczaka na rybę. Identyczną techniką portugalscy rolnicy załatwili sobie pieczątkę przy marchewce, którą Unia uznała za owoc. Dlaczego? Powód znów jest banalny, portugalskim rarytasem jest dżem z marchewki, a ponieważ UE dotuje wyłącznie dżemy owocowe, to Portugalia stoczyła bój o przerobienie marchewki na owoc. I wygrała!
Przywołane przykłady mogą robić wrażenie, jednak nie bardzo pasują do tak dużej skali, jak regulacja całych gałęzi gospodarki. W końcu ślimak i marchewka nie doprowadzą do załamanie giełdy i wzrostu kursu walut. Owszem, ale jeszcze nie padło jedno słowo o szczytowych osiągnięciach UE, mianowicie limitach na wszystko, co się da, w tym CO2 i regulacjach, które autorytarnie może podejmować Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Nic innego tylko limity unijne doprowadziły do podwyższenia cen masła, co jest łatwe do ustalenia, wystarczy odwołać się do znanej wyszukiwarki. O limitach CO2 chyba już każdy słyszał i tutaj nie ma wątpliwości, że jedną decyzją da się w Polsce wyłączyć wszystkie kopalnie, by niemieckim producentom „ekologicznych” kotłów gazowych dostarczyć miliardów i Rosji Radzieckiej miliardowych zamówień na gaz.
Każda z tych gigantycznych w skutkach operacji nie wymaga niczego więcej, tylko tej samej głupoty i „śmieszności”, jak przy głosowaniu ślimaków, marchewki, ogórków, bananów itd. Ostatnim orężem jest Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który bierze na siebie sprawy szczególne. W całym tym obłędzie wokół Puszczy Białowieskiej trzeba by wykonać szereg operacji, aby doprowadzić do takiego stanu, jaki jednym wyrokiem orzekł trybunał. Przegłosowanie, że drzewo jest zwierzęciem, a kornik owocem miałoby fatalne konsekwencje dla innych krajów wycinających co i kiedy im się podoba, ale wydanie postanowienia stwierdzającego, że Polska łamie jakieś tam zapisy i paragrafy, to nic trudnego, wystarczy dać Polskę na wokandę i paragrafy się znajdą. Takimi postanowieniami uzyskuje się coś więcej niż pieniądze, bo wiadomo, że niszczenie drzewostanu przez pasożyty to realne straty dla gospodarki. Trybunał przede wszystkim dyscyplinuje państwa aspirujące do suwerenności i ideologicznie umacniania neomarksizm centralnie sterowany. Trzeba te wszystkie mechanizmy rozumieć, dopiero potem można się śmiać, chociaż w mojej ocenie nie ma z czego się śmiać.
