
Gabriel Maciejewski
Na początek dziękuję wszystkim, którzy przesłali mi wczoraj życzenia. Czy to za pomocą sms-a, czy też maila, albo facebooka. Na szczęście do końca wczorajszego dnia nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Powiem Wam jednak coś niewesołego. Słabo jakoś ze mną. Gdyby mi ktoś wczoraj z rana próbował wytłumaczyć, że podłączam plus do minusa, a minus do plusa i w ten sposób mogę spalić obydwa samochody, na pewno bym mu nie uwierzył. Przecież sprawdziłem i wyraźnie widziałem ten plus na akumulatorze. Dopiero po południu, jak pan Wojtek przyjechał z warsztatu, żeby mi pomóc, okazało się, że to nie plus, ale minus. No więc przekrzywiłem tylko czapkę, odsłoniłem lewe ucho mimo mrozu, jak to zwykle czynię w chwilach zaambarasowania i milczałem. To jednak nie wszystko. Jest gorzej.
Oto dzięki nieocenionemu Georgiusowi mam tu teczkę z napisem Rotszyldowie, a w niej same w zasadzie rewelacje, które muszę zaraz obrobić. Próbowałem już wcześniej i znalazłem tam niesamowity wycinek, w którym była mowa o początkach fortuny starego Rotszylda, tego z Frankfurtu, co miał pięciu synów. Zapamiętałem ten wycinek, wiedziałem gdzie są obrazki, a gdzie tekst i wydawało mi się też, że zapamiętałem tytuł gazety, z której go wziąłem – Goniec Chikagoski. Oznaczyłem go też po swojemu żeby nie zginął. Wczoraj zabrałem się za robotę i chciałem zacząć kolejny rozdział. Od tego wycinka właśnie. I wiecie co…zginął. Nie ma go. Przejrzałem wszystko po dziesięć razy. Wygląda na to, że go wymyśliłem. Na dokładkę jeszcze obejrzałem sobie wcześniej film Piękny umysł. O tym wiecie, gościu, co widział swojego współlokatora, a potem agenta FBI i małą dziewczynkę, ludzi, których w rzeczywistości nie było. No nic…może się znajdzie ten wycinek. Będę spokojniejszy. A plus na akumulatorze poznaje się po tym, że czerwony kabel od niego odchodzi. Piszę to, bo mam nadzieję, że jednak to tylko zmęczenie.
Teraz idźmy w stronę naszego ulubionego starszego sierżanta. Daniels jak wiemy ma na imię sierżant. Po Dęblinie zaś, dawnymi laty krążyła taka anegdota. Oto w kasynie na Twierdzy, był stół bilardowy, a nad nim bywający tam oficerowie, powiesili kartkę z napisem – podoficerowie, kobiety i zwierzęta nie grają. Sentencja ta, mocno niesprawiedliwa wobec dziewczyn, ma jednak swoją głębię i porządkuje świat w wyraźny i nie dający się zakwestionować sposób. Dziewczyny w tym lokalu nie bywały, jak mniemam, psów nikt nie wpuszczał, do rozegrania pozostawali jedynie aspirujący podoficerowie. No to ja się pytam – skoro nie grają, to o czym my gadamy z Danielsem?
Sierżant powiedział, że Oświęcim powinien być wyłączony z terytorium Polski, Polacy nie powinni utrzymywać tego obiektu, a zarządzać nim winna jakaś specjalna straż. To ja mam jeszcze jedno pytanie – czym wobec tak postawionego problemu Grota Narodzenia Pańskiego w Betlejem i Golgota – miejsce męki, też powinny mieć status obszarów eksterytorialnych, zarządzanych przez gwardię papieską i utrzymywanych ze składek wiernych na całym świecie? Ja jestem za. Niech Szwajcarzy z Rzymu obstawiają te miejsca i nie wpuszczają tam na wszelki wypadek żadnych izraelskich żołnierzy, ze szczególnym wskazaniem na podoficerów. Żydzi zwyczajni, cywilni i tak nie przyjdą, to jasne. Podoficerowie zaś, co zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, nie grają. Nie ma więc o czym z nimi gadać.
Ponieważ w Polsce nie da się niestety nikomu wbić do głowy tej prostej prawdy – że nie grają, wszyscy, z ojcem Rydzykiem na czele usiłują Danielsa lansować. Do tego jeszcze ludzie przeprowadzający z nim wywiad, tacy jak Karnowski, piszą potem, że są pełni podziwu dla Polaków, którzy wśród takich propagandowych nacisków zachowują spokój i nie dają się wciągać w żadne prowokacje. Ja bardzo przepraszam, ale skoro stwierdzamy fakt istnienia prowokacji, to znaczy że nie ma przymusu robienia wywiadów z Danielsem. Bo podoficerowie nie grają. Skoro zaś ktoś się tym zajmuje to robi politykę reaktywną czyli szkodliwą. To znaczy, że uważa wszystkie wrzucane na rynek fejki zaś ważne i potrzebne, o ile mogą zrobić sprzedaż. I tak właśnie za pomocą motywacji ekonomicznych robi się rzeczywistość polityczną dla mas. Jeśli Polacy nie dają się wkręcić w prowokacje, to znaczy, że prowokacje istnieją, są faktem, a jedynym zadaniem polskich mediów jest ich demaskacja. Albowiem podoficerowie, kobiety i zwierzęta nie grają.
Kiedy widzimy o poranku nagłówki gazet i hot spoty na portalach, mamy wrażenie, że za chwilę wybuchnie prawdziwa wojna. Pogoń za sensacją, przemożna chęć uzyskania wyniku sprzedażowego lub klikalności pcha redaktorów i właścicieli mediów w stronę autentycznego zidiocenia, dużo gorszego niż moje, które każe mi źle podłączać kable do akumulatora i kładzie przed moimi oczami nieistniejące wycinki z polskich gazet wydawanych w USA. Nie ma bowiem mowy o sensacji prawdziwej w spreparowanej rzeczywistości. Tę zaś preparuje Daniels o imieniu sierżant. Nie oznacza to jednak, że sensacje nie istnieją. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”4″ border_color=”#d63114″ ]One są i można o nich pisać. Nie czyni się tego jednak z obawy, że naruszenie zasad gry narzuconych przez Danielsa spowoduje katastrofę i nikt nie będzie czytał newsów, wywiadów i reportaży.
Kur…a! Jakich zasad!!!!? Jakiej gry!!!!?
Ile razy mam powtarzać, że podoficerowie nie grają!!!!? Nie ma żadnej gry, a poczytne, opiniotwórcze tygodniki powinny zajmować się demaskacją prowokatorów, a nie ich lansowaniem. Uczestniczą bowiem w bardzo brzydkim procederze urabiania czytelników, nie dla swojego ani ich dobra. Uczestniczą w procederze urabiania czytelników dla dobra Danielsa i jego dalszej, dynamicznej kariery.[/dropshadowbox]
Dziś na WP pojawił się sensacyjny materiał, o liście środowisk Żydowskich z USA do Polaków. Tytuł był taki, że sądziłem iż falcony już nadlatują. Okazało się, że nie, że Żydzi napisali bardzo stonowany list, z którego jasno wynika, że oni mają dokładne, bliskie doskonałości, pojęcie o tym co się działo w Polsce w latach 1939-1945 i ono w zasadzie jest zbieżne z naszym pojęciem. Różnimy się tylko w jednym. My uważamy Żydów kolaborujących z Niemcami za grzeszników i zbrodniarzy, a oni uważają, że nic się nie stało. Różnimy się też oczywiście w ocenie komunizmu i armii czerwonej, ale to jest inny zupełnie temat. I co? Czy ktoś spróbował umówić się na wywiad z jednym z tych facetów co podpisali ten list? Nie. Dlaczego? Bo oni pisząc to robią propagandę dla siebie i chcą mieć pewność, że w sferze deklaracji zrobili wszystko co można. Wiedzą też, że wobec takiego listu należy się zachować stosownie i z godnością coś odpowiedzieć. Do nas jednak przysyłają Danielsa o imieniu sierżant, który zagaduje redaktorów naczelnych i mąci im obraz świata pierdołami o eksterytorialności Oświęcimia. Mam prośbę, czy moglibyśmy już z tym skończyć? Czy ktoś może porozmawiać z jakimś poważnym Żydem? I żeby to nie był Lejb Fogelman. Dziękuję….
Tekst wzięty z http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/czy-sierzant-daniels-moze-z-nami-grac
4 odpowiedzi do “Czy sierżant Daniels może z nami grać?”
W 1939 roku był kapral
w roku 2018 sierżant
Awansujemy!!!
Witam!
Nie wiem czy zna Pan Jacek najnowszego newsa?
„Jak wynika z rozmowy opublikowanej w „Sieci”, głos i opinie Jonny Danielsa mogą już wrótce docierać do jeszcze szerszego grona. Trwają bowiem, jak mówi Daniels, rozmowy na temat jego cotygodniowego programu na antenie Radia Maryja.”
Doczekać się już nie mogę!
Felietonu pod zmyślnym tytułem
„Zaczerpnij ze źródła”…..
No wtedy chyba już się nikt nie odważy sierżantowi sprzeciwić.
Może poza bezczelnym Corylusem, który upiera się, że „sierżanci nie grają”
https://wyszperane.bliskopolski.pl/2018/02/28/czy-sierzant-daniels-moze-z-nami-grac/
Ale kto by się takim marginesem społecznym przejmowł. Będzie gites tenteges – Kiedyś się dowiem co te wyrazy oznaczają?