Panienka, oficerowie i żandarmi.


za:    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=15490&Itemid=80

Wspomnienie – w 120-tą rocznicę urodzin

dakowskif

Mirosław Dakowski

Moja Matka, Franciszka z Salamowiczów. Z Brodnicy nad Drwęcą.

Była bardzo dyskretna w opowiadaniu o swej młodzieńczej działalności. Ale kiedyś mi to opowiedziała, a mi się teraz, z okazji urodzin,  przypomniało.

W 1917 i 18-tym była kurierką Polski Niepodległej (tej – na razie w marzeniach). Woziła listy, („i co tam trzeba było”). Kiedyś jechała z Berlina do Poznania z dwiema ciężkim walizami. Do jej przedziału wsiadło paru młodych oficerów niemieckich. Szarmancko wstawili jej walizy na półkę. Miło i wesoło sobie rozmawiali.

Gdy po drodze przez wagon przechodzili żandarmi sprawdzający auswajsy i bagaże – w tym przedziale tylko zasalutowali. Z oficerami wymieniła się adresami- obiecywali do siebie pisywać

Na peronie w Poznaniu, gdy już panowie wynieśli jej walizy, zobaczyła kordon innych żandarmów sprawdzających podróżnych. Poprosiła z uśmiechem „swoich oficerów”, by jej wynieśli walizy do dorożki. Znów żandarmi służbiście salutowali.

Któremuś z oficerów odpisywała później na kartki – jeszcze z frontu…

Sądzę, że to dzięki takiej Jej postawie przeżyliśmy potem Sybir. I te siedemnaście tysięcy wtedy przejechanych kilometrów.

,