za: http://mysl-polska.pl/654

Łukasz Kobeszko
Zakończony w piątek (9.10) szczyt prezydentów Grupy Wyszehradzkiej oraz Chorwacji w węgierskim kurorcie Balatonfüred nad Balatonem przyczynił się w pewnym stopniu do deeskalacji napięć powstałych w ostatnich tygodniach na linii Warszawa-Praga-Bratysława-Budapeszt w wyniku poparcia przez Polskę kwotowego systemu przyjmowania imigrantów promowanego przez Niemcy.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu, datującego się mniej więcej od momentu rozpoczęcia kryzysu ukraińskiego jesienią 2013 roku, przedstawiciele państw wyszehradzkich przemówili, przynajmniej w kilku sprawach, wspólnym głosem.
Warto zauważyć, że spotkania prezydentów Grupy Wyszehradzkiej nie stanowią jakiegoś szczególnego osiągnięcia dyplomacji lub urzędów prezydenckich krajów regionu. Pozostają po prostu stałym mechanizmem współpracy tej grupy. Spotkania głów państw V4 odbywają się co roku jesienią. Równie ważne – i dotyczące bardziej szczegółowych spraw spotkania mają miejsce dwukrotnie w ciągu roku – latem i zimą i są szczyty premierów rządów czworokąta.
Kwestiami, w których zarysowała się ponowna wspólnota interesów stały się przede wszystkim komunikaty o konieczności prowadzenia wspólnej, europejskiej polityki wobec kwestii imigranckiej oraz solidarności energetycznej (pomimo pewnego, dyskretnie zaznaczonego stanowiska węgierskiego, widzącego w kontynuowaniu współpracy z Rosją szansę dla rodzimego rynku). W sprawie migrantów, również delikatnie osobne stanowisko zajął czeski prezydent Miloš Zeman, który podczas jednej z sesji zwrócił nagle uwagę, że „duża część uchodźców to młodzi, sprawni mężczyźni z dobrymi iphonami”.
W tym kontekście, prezydent Andrzej Duda, jako jedyny z grona prezydentów ponowił zgłaszane już wcześniej ostrzeżenia przez możliwym napływem do regionu uchodźców z Ukrainy, które, co warto przyznać, jak na razie nie sprawdzają się ani w praktyce, ani w statystyce. Niemniej, przywódcy zgodzili się, że w obecnej sytuacji politycznej w UE istotną kwestią są działania wokół zewnętrznych granic UE, które nie mogą być tylko i wyłącznie problemami Grecji, Włoch i Węgier, ale całej wspólnoty 28 państw członkowskich.
W kontekście negatywnej oceny budowy gazociągu Nordstream II na szczycie dobrze wybrzmiały wezwania prezydentów do wspierania rozwoju własnych potencjałów energetycznych i surowcowych (w przypadku Polski: gospodarki węglowej, w Chorwacji: gospodarki gazowej i naftowej rozwijającej się dzięki eksploatacji złóż wokół niezaludnionych wysp na Adriatyku, a w pozostałych krajach opartej na wydobyciu węgla brunatnego i rud żelaza). Prezydent Duda słusznie zwrócił też uwagę na konieczność wypracowania przez całą UE wspólnego stanowiska w sprawie pakietu klimatycznego, stanowiska przeciwstawiającemu się swoistemu dyktatowi największych gospodarek świata nie przestrzegających praktycznie żadnych norm i ograniczeń emisyjnych.
Wydaje się, że na przywódców pozytywnie wpłynęła obecność na szczycie prezydent Chorwacji Kolindy Grabar-Kitarović mogącej poczuć się jak pełnoprawna członkini grupy. W rozmowie ze swoim węgierskim odpowiednikiem Janosem Adlerem, przywódczyni miała okazję do przezwyciężenia napięć, które pojawiły się na linii z Budapesztem w sprawie uchodźców. Przyjazne sygnały z Warszawy (prezydent Duda spotkał się już z Grabar-Kitarović we wrześniu br. na Wawelu u grobu króla Władysława Warneńczyka i podczas obrad jubileuszowego, XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy) oraz tradycyjnie dobre relacje Zagrzebia z Pragą i Bratysławą stawiają przed krajami V4 dość oczywistą szansę na powiększenie regionalnego formatu Grupy Wyszehradzkiej. Sprzyjać temu będzie zapewne przewidywane zwycięstwo w listopadowych wyborach parlamentarnych w Chorwacji opozycyjnej, centroprawicowej partii HDZ (chorw. Chorwacka Wspólnota Demokratyczna), z której wywodzi się chorwacka prezydent. Obecny lider ugrupowania Tomislav Karamarko dość zdecydowanie opowiada się za integracją kraju z Grupą Wyszehradzką.
Zmiana Grupy Wyszehradzkiej w format V5 ma sporo praktycznych plusów. Po pierwsze, może pomóc w postulowanej zarówno przez Warszawę jak i Zagrzeb inicjatywie Bałtyk-Morze Czarne i oprzeć ją na faktorach współpracy energetycznej. Chorwacka liderka zapowiedziała podczas szczytu w Balatonfüred, że jej kraj zamierza w krótkim czasie rozpocząć budowę terminala skroplonego gazu ziemnego (LNG) na wyspie Krk. Obok działającego już od początku br. terminala LNG w litewskiej Kłajpedzie, będącego w stanie pokryć niemal 90 proc. zapotrzebowania na gaz Litwy, Łotwy i Estonii, stanowiłby on drugi, ważny punkt pomagający zabezpieczyć niezależność surowcową krajów regionu i bronić się przed możliwym przerwaniem dostaw ze Wschodu lub manipulowaniem ceną błękitnego paliwa.
Po drugie, Grabar-Kitarović wezwała podczas spotkania prezydentów V4 do większego zaangażowania się w pomoc borykających się z masami migrantów Serbii oraz Macedonii. Biorąc pod uwagę już istniejącą sporą aktywność dyplomatów czeskich i słowackich w krajach bałkańskich pozostających jeszcze poza UE, integracja Chorwacji z Grupą Wyszehradzką otworzyłoby również i Polsce możliwości do szerszego zaangażowania się w tamtych krajach i rzeczywistego, a nie pozorowanego tworzenia koalicji Międzymorza. Warto przypomnieć, ze expressis verbis życzenie takiej aktywności wyraził wczoraj (8.10) w rozmowie z ministrem Grzegorzem Schetyną goszczący w Warszawie szef serbskiej dyplomacji Ivica Dačić. Po trzecie, dołączenie Chorwacji do Wyszehradu skłoni Polskę do jeszcze większego zaangażowania się w pomoc humanitarną uchodźcom. Konieczność solidarnej postawy wobec uchodźców podkreślał także w swoim stanowisku prezydent Słowacji Andrej Kiska.
Po ostatnich, alarmistycznych proroctwach o końcu Grupy Wyszehradzkiej można mieć znowu nadzieję, że trwający już od 1991 roku ambitny projekt współpracy regionalnej przeżyje swoją rewitalizację, a przez poszerzenie swojego formatu o Chorwację stanie się samym jądrem środkowoeuropejskiej polityki i fundamentem współpracy krajów Międzymorza.
Łukasz Kobeszko
Zdj. za: prezident.sk