Smoleńska maszyna losująca


za:   http://arkanoego.net/smolenska-maszyna-losujaca/

monitor

Jest taki film Kieślowskiego, I część „Dekalogu” w którym główny bohater – kochający ojciec bardzo wierzy w nowoczesną technikę i ufny w możliwości komputera w dużej mierze na nim opiera swe życie. Przychodzi zima, mróz i śnieg . Syn naukowca chce bardzo jeździć na łyżwach. Tatuś wierzy w technikę, że  wszystko da się obliczyć za pomocą odpowiednich działań matematycznych, wprowadza więc dane do komputera – maszyna liczy… wyliczyła tatusiowi, że lód jest na tyle gruby, że jego ukochany syn może iść na staw ślizgać się.

Jak się skończyło, wiemy. Syn utonął, a rozwścieczony ojciec demoluje kościół na znak bólu i pretensji do Pana Boga.

– Czy tak samo nie jest ze śledztwem smoleńskim? Nie chciałbym znaleźć się w skórze naukowca, który wie, że jest w ślepej uliczce, wie że zmarnował pięć lat, a mimo to trwa w błędzie. Ten stan musi być dla niego straszny.

Ruskie dane zostały dawno wykpione jako oszukańcze i zmanipulowane, nawet przez ZP uznane za fałszywe.

Jak można na czymś fałszywym tworzyć „Prawdę”? Co obliczy maszyna gdy wprowadzone dane nie dotyczą rzeczywistości?

– Czy to nie przypomina bardziej „wróżenia z fusów” („z czarnych skrzynek”) niż stwierdzanie zastanych faktów?

Czy próbowano na podstawie danych ze zdjęcia mapy satelitarnej i leżących części na polance samosiejek określić choćby prawdziwy kierunek „przylotu” i „upadku” jakiegokolwiek samolotu w czasie określanym jako najbliższy czasowi zero?

– Czy jest to w ogóle możliwe? A jeśli nie, to czy nie mamy dowodu na inscenizację?

http://arkanoego.net/rejon-nr-71/

/Y/