
Sławomir Sieradzki
Niemiecki establishment coraz częściej daje dowody, że w rzekomej „zagrożonej demokracji” nie chodzi im o obronę tejże, ale o kasę. Boją się m.in. demonopolizacji mediów, bowiem uderzy ich to pokieszeni.
W tradycyjnie napastliwym wobec Polski lewicowo-liberalnym dzienniku z Monachium „Süddeutsche Zeitung”, kolejny tekst na nasz temat napisał Florian Hassel – były korespondent niemieckich mediów na Bałkanach i w Moskwie.
Artykuł Hassela składa się z dwóch części, a druga poświęcona jest mediom i nosi tytuł: „Także zagraniczne wydawnictwa są podejrzane”.
Hassel porównał działania nowego polskiego rządu do działań Władimira Putina oraz – co już jest standardem – do Viktora Orbana.
Tak jak w Budapeszcie albo w Moskwie są kontrolowane zagraniczne wydawnictwa i niezależne media, także one są podejrzane przez nowy rząd w Warszawie.
Następnie niemiecki komentator wymienia „podejrzane“ wydawnictwa: Bauer-Verlag/ Burdę, Axel Springer-Ringier oraz Passauer Neuen Presse.
I właśnie w związku z tym ostatnim wydawnictwem redaktorowi Hasselowi zdarzyło się ciekawe „minięcie z prawdą”, które pokazuje intencje autora.
Napisał bowiem zdanie:
Auch der Verlag der Passauer Neuen Presse, der in Polen einige Regionalzeitungen besitzt, ist bei der PiS unbeliebt. (Także wydawnictwo Passauer Neuen Presse, który posiada w Polsce kilka gazet w regionie, jest nielubiane przez PiS).
Otóż Passauer Neuen Presse, które w Polsce działa pod nazwą Polska Presse – według portalu branżowego „wirtualnemedia.pl” posiada:
18 dzienników regionalnych, ponad 100 tygodników lokalnych oraz kilkudziesięciu internetowych serwisów kontentowych i ogłoszeniowychNiemieckie wydawnictwo jest monopolistą w mediach lokalnych. Dzięki zgodzie w 2013 r. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta – a więc jeszcze za rządów Donalda Tuska, na wykup gazet od brytyjskiej firmy Mecom – Polska Presse stała się właścicielem prawie stu procent mediów lokalnych.
CZYTAJ WIĘCEJ: Niemiecki koncern medialny Verlagsgruppe Passau działający w Polsce pod nazwą Polskapresse stał się właścicielem 90 procent gazet i portali regionalnych
Jest monopolistą nie tylko w dziedzinie informowania, ale i platformy reklamowej; może narzucać stawki cenowe i różnicować je np. w zależności od pochodzenia firmy chcącej się reklamować. Jakie rodzi to niebezpieczeństwa dla świadomości polskiej opinii publicznej oraz dla polskiej gospodarki, nietrudno sobie wyobrazić.
I właśnie tego monopolu władzy – jakby to określili Polacy w XIX wieku – nad „rządem dusz” Niemcy chcą bronić.
Swoje prawdziwe obawy i intencje próbują przykryć nośnym hasłem „obrony demokracji”. Dowodem na to, że niemiecki establishment ma wartości demokratyczne w głębokim poważaniu jest fakt otwartego wciągania przez rząd Angeli Merkel Turcji do Unii Europejskiej. Tej Turcji, o której można wszystko powiedzieć, ale nie to, że jest w pełni demokratyczna.
W przypadku Turcji Niemcy nie chcą za wiele mówić o zagrożonej demokracji, bo chodzi im o interesy finansowe w kontekście zablokowania przez Turków napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu.
W odniesieniu do Polski o „zagrożonej demokracji” trąbią na okrągło, bo też widzą w tym interes. Finansowy oczywiście. Chcą sparaliżować proces demonopolizacji mediów lokalnych, co – jeśli się powiedzie – uderzy ich po kieszeni.
CZYTAJ WIĘCEJ: „wSieci”: Czy można podbić kraj, nie oddając ani jednego wystrzału? Można! Sprawdź raport o stanie posiadania niemieckich koncernów w mediach w Polsce!