Historycy bronią swoich kolegów przed oskarżeniami prof. Musiała o sprzyjanie niemieckiej polityce historycznej. Dlaczego nie ma tak ostrych protestów przeciwko „polskim obozom”?


za:  http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/281673-historycy-bronia-swoich-kolegow-przed-oskarzeniami-prof-musiala-o-sprzyjanie-niemieckiej-polityce-historycznej-dlaczego-nie-ma-tak-ostrych-protestow-przeciwko-polskim-obozom

Kadr z serialu "Nasze matki, nasi ojcowie". Materiały prasowe
Kadr z serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Materiały prasowe

Sławomir Sieradzki

Ponad 200 polskich historyków podpisało wspólnie list otwarty. Środowisko jest podzielone towarzysko oraz politycznie i bardzo trudno jest je zmobilizować do działania. Udało się to zrobić prof. Bogdanowi Musiałowi,

który na łamach tygodnika „wSieci” wydrukował paszkwil, w którym atakował wybitnych specjalistów od historii stosunków polsko-niemieckich – prof. Włodzimierza Borodzieja, prof. Krzysztofa Ruchniewicza i prof. Annę Wolff-Powęską oraz prof. Roberta Trabę

— raduje się gazeta Michnika, która zwykła się radować, gdy chodzi o walkę z polskimi interesami.List otwarty będzie właśnie w niej drukowany.

Bo oto prof. Musiał dotknął w swoim tekście bardzo poważnej sprawy – zarzucił istnieniu wśród polskich historyków silnego lobby niemieckiego. Wśród nich ci właśnie wymieni profesorowie.

Ruchniewicz jest współautorem podręcznika polsko-niemieckiego, w  którym nacisk kładzie się na „niemiecki ruch oporu”, przy niemal całkowitym pominięciu polskiego

— czytamy w artykule historyka mieszkającego w Niemczech.

Zaś o prof. Borodzieju prof. Musiał pisze, że lansuje tezę, bardzo przydatną niemieckiej politycy historycznej, że za wypędzeniem Niemców stoi „polski nacjonalizm”, a nie Stalin i Związek Sowiecki.

CZYTAJ WIĘCEJ: Prof. Musiał w tygodniku „wSieci”: Triumf niemieckiej propagandzie historycznej umożliwiają niektórzy polscy historycy

Nie ma powodu, żeby nie wierzyć prof. Musiałowi w jego oskarżenia. Na to, że może mieć rację służy jeden pośredni dowód. Żaden z dwóch wymienionych wyżej historyków nigdy chyba nie protestował przeciwko sformułowaniu „polskie obozy”, które to sformułowanie cieszy się dużą popularnością w niemieckich gazetach. Nie słychać też było głośnego sprzeciwu ogółu historyków – tych z listu otwartego – przeciwko antypolskiemu serialowi niemieckiemu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jedyne protesty organizowało społeczeństwo polskie, w tym przede wszystkim Reduta Dobrego Imienia.

Ich nazwisk próżno szukać w „listach otwartych”. Nie organizowali konferencji, słowem: siedzieli cicho jak mysz pod miotłą wtedy, gdy kraj poddany polityce dyfamacyjnej zachodnie sąsiada, potrzebował do swej obrony każdego historyka zajmującego się relacjami polsko-niemieckimi.

I jeszcze jedno. W liście otwartym widnieją dwa nazwiska osób zaangażowanych w tworzenie Muzeum Drugiej Wojny Światowej. W jego radzie jest także prof. Borodziej oraz Wolff-Powęska. Jeśli zaufamy prof. Musiałowi, to oboje muszą stamtąd odejść, bo zagrożona jest idea muzeum.

LIST OTWARTY PRZECIWKO ARTYKUŁOWI PROF. MUSIAŁA:

Z prawdziwym zażenowaniem przeczytaliśmy opublikowany w ostatnim numerze „wSieci” (8-14 lutego b.r.) artykuł Bogdana Musiała pt. Tryumf niemieckiej propagandy, w którym autor dopuścił się brutalnego ataku na instytucje i historyków zaangażowanych w badanie stosunków polsko-niemieckich, m.in. insynuując im nepotyzm, niekompetencję, a w podtekście wręcz zdradę interesów narodowych.

Tradycyjnie już zaczął od oczerniania prof. Włodzimierza Borodzieja, obficie przy tym czerpiąc z własnego paszkwilu opublikowanego w 2008 r. w „Rzeczpospolitej”. Listę targowiczan (choć w tym przypadku chyba raczej folksdojczów) autor tym razem wydłużył o prof. Annę Wolff-Powęską, prof. Stanisława Żerkę z Instytutu Zachodniego w Poznaniu, prof. Roberta Trabę z Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie oraz szefującego wrocławskiemu Centrum im. W. Brandta prof. Krzysztofa Ruchniewicza. Merytoryczna dyskusja z Bogdanem Musiałem nie ma większego sensu.

Nie potrafimy wytłumaczyć jego obsesji inaczej, jak chorobliwą zawiścią i frustracją człowieka, niepotrafiącego pogodzić się z sukcesami innych badaczy. Już tylko tym, abstrahując od języka i argumentów jako żywo przypominających Marzec 1968, Musiał postawił się sam już nie tylko poza nawiasem środowiska naukowego, ale ludzi cywilizowanych w ogóle.

Pragniemy wyrazić naszą solidarność z profesorami Włodzimierzem Borodziejem, Krzysztofem Ruchniewiczem, Robertem Trabą, Anną Wolff-Powęską i Stanisławem Żerką i zapewnić ich o naszym niezmiennym szacunku.