z: http://fraszki-ulotki.info/2016/08/pamiec.html

Powracają jak cienie
z dołów niepamięci
ich ciała udręczone
rzucone niedbale…
Bezimienni
milczący
Żołnierze Wyklęci
na swój skrawek godności
czekają wytrwale.

Choć wiemy
że za prawdę
zapłacili drogo.
Wyklęci…
Pamiętajmy:
Za co
i przez kogo…

3 odpowiedzi do “Żołnierze Wyklęci – Okiem Seniora”
abpGłódź też na jakimś szemranym żołdzie, jak widać.
Przykro to pisać ale słowa wypowiedziane podczas uroczystości pogrzebowych o tym świadczą
„Był to czas bezwzględnej walki. Najpierw z nimi. Potem z pamięcią o nich. Zepchnięto ich w mrok nieprawości. Przedstawiano jako nikczemnych zbrodniarzy, bandytów, łupieżców. A kto to czynił? Także Polacy. Ci, którzy wyrzekli się polskich ideałów. Za różną cenę zaprzedali się bolszewickiej, bezbożnej utopii. To z ich szeregów, wywodzili się ci, którzy w ostanie godzinie lżyli Inkę i Zagończyka. Polakiem był ten, który ich zastrzelił. Też musimy o tym pamiętać. Czyny i rozmowy jeszcze do końca są niespisane. Narodowe rekolekcje jeszcze nieskończone.”
….obyś biskupie potrafił ubłagać Boga o litość nad sobą za tę potwarz rzuconą Polakom, którym przyrzekałeś służyć….
” czyny i rozmowy nie do końca są spisane” jak rzekłeś.
(bardzo proszę o powtórzenie mojego wpisu, poprzedni zfiksował)
Panie Jacku, dobrze Pan napisał.
Żołnierze Wyklęci?
Przez kogo zostali oni wyklęci?! Przez Polaków?
Który z oprawców żołnierzy podziemia poniósł choć symboliczną karę?
No, chyba, że za karę uznamy podwyżkę świadczeń emerytalnych czy sowitych dodatków emerytalnych
Wychodzi również na to,że zmuszeni zostaniemy do wypłat odszkodowań za krzywdy moralne, których dopuściliśmy się wysyłając stalinowców, wiadomego pochodzenia w świat w 68 roku…
Odbył się cudowny pogrzeb Inki, to fakt.
Ale proszę powiedzieć
– która z gadających głów, włącznie z wielebnym bp Głódziem zająknął się na temat kim byli jej oprawcy?
Kładzie nam się do głów jakieś fragmentaryczne fakty z historii.
I tak sądząc po ostatnich słynnych wypowiedziach prezydenta Dudy to:
– za zbrodnie wołyńską odpowiada jakaś mała część „ukraińskich partyzantów” spod znaku UPA.
Z jednoczesnym wskazaniem, że wojsko polskie podczas akcji odwetowych równie bestialsko mordowało cywili ( patrz Pawłokoma)
A w ogóle powinniśmy się brzydzić i potępiać powojenną Operacje Wisła.
Wszak jakby się jej przyjrzeć, to nosiła ona znamiona” ludobójstwa i wypędzeń….
( czas na odszkodowania dla rodzin wysiedlonych)
– podczas obchodów rocznicy wypadków kieleckich, pan prezydent Duda z taką swadą wskazywał na Polaków jako głównych sprawców.
Ileż razy odcinał się od rzekomej ksenofobii, antysemityzmu itp, które to doprowadziły do mordu na żydach.
„Ale to także problem społeczny – nie tylko wojsko i milicja atakowały i tutaj były. Atakowali też ludzie… Pozostawiam ocenie historyków, socjologów, jak to się stało, dlaczego tak się stało, że ludzie zareagowali w taki, a nie inny sposób. Ale jedno chcę podkreślić: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla antysemickiej zbrodni. Nie ma i nie będzie! Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla sytuacji, w której jeden człowiek podnosi rękę na drugiego, bezbronnego. ”
Proszę…proszę bez śledztwa można oczernić własny naród, którego wypracowany chlebek z lubością się żre?
Ale w sprawach dla nas oczywistych, wszak mordercy i ich potomkowie piszą pamiętniki z czasów ciężkiej roboty w UB. Wydają je amerykańskie i żydowskie wydawnictwa, włącznie z polskojęzycznym Znakiem ( Gross)
I co!? Nie ma winnych?!
Nie ma i nie będzie, gdyż nie ma takiej woli i przyzwolenia właścicieli większości pisowskich polityków! Bo to, że oni są niesamodzielnymi pacynkami to oczywistość, o której nawet nie chce mi się pisać.
Na koniec słów kilka o losach mordercy Inki, naszym IPN, z dzielnym panem Cenckiewiczem na czele:
Józef Bik-Bukar-Gawerski w 2003 r. przysłał do IPN list, w którym prosił o wydanie zaświadczenia, że w latach 1945 – 1953 pracował w… bezpiece. Było mu potrzebne, aby starać się o wyższą emeryturę. W ten sposób oprawca, po 35 latach, odnalazł się. Wcześniej śledztwo przeciwko Bikowi nie mogło ruszyć z miejsca, bo prokuratorzy Instytutu nie znali miejsca jego zamieszkania.
Akt oskarżenia brzmiał: “Józefowi B. zarzucamy popełnienie zbrodni komunistycznej, której dopuścił się w czasie przesłuchań członków organizacji Polskie Siły Demokratyczne i Polska Tajna Armia Wyzwoleńczo-Demokratyczna. Bił ich, znęcał się i zmuszał w ten sposób do składania zeznań”.
Zarzuty dotyczyły lat 1948-49, kiedy Bik był zastępcą naczelnika wydziału śledczego WUBP w Katowicach (a więc zastępcą Markusa Kaca). Więźniowie zapamiętali, że “miał ciężką rękę”. Okładał ich nogą od stołka po plecach, gumą po gołych piętach, kopał w jądra i bose stopy.
Z zeznań świadka: “Bik spytał mnie, co to jest demokracja. Odpowiedziałem, że to musi być coś dobrego, bo o tym w gazetach piszą. Wtedy on z całej siły uderzył mnie pięścią w zęby wybijając mi obie górne jedynki”. Inny o mało nie stracił życia wskutek pobicia. Po wyjściu na wolność nie odzyskał zdrowia i wkrótce zmarł. Bik nie tylko sam znęcał się fizycznie i psychicznie nad osadzonymi, ale namawiał do przemocy swoich podwładnych.
Ciągnęła się za nim “sława” oprawcy. Czy dlatego zmienił nazwisko? On sam podawał inny powód: “Melduję, że w związku z ośmieszającym brzmieniem mego dotychczasowego nazwiska, decyzją władz administracyjnych zmieniłem dotychczasowe jego brzmienie na Bukar Józef […]. Jednocześnie melduję, że w dniu 4 marca 1950 r., na podstawie zezwolenia Departamentu Kadr MBP, zawarłem związek małżeński z […], na co przedkładam odpis aktu ślubu”.
Na wyjazd do Palestyny o zgodę resortu już nie poprosił i… nie wyjechał, a nadto został zwolniony z bezpieki. Był 1953 r. Prawdziwy powód wyrzucenia Bukara może być jednak inny. To kontakty z gen. Wacławem Komarem (Mendlem Kossojem, funkcjonariuszem MBP i KBW, weteranem wojny w Hiszpanii, oczywiście po “słusznej“ stronie), oskarżonym o “odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Nie wiadomo, co Józef Bukar robił później, ale znów zmienił nazwisko i stał się Józefem Gawerskim, po czym wyjechał z Polski – jak wielu innych stalinowców – na fali pomarcowej emigracji 1968 r. Już nie do Palestyny, ale do Szwecji.
Katowicki IPN skierował co prawda do sądu akt oskarżenia przeciwko Bikowi-Bukarowi-Gawerskiemu, ale przez dłuższy czas nie wyznaczono terminu procesu, z powodu – jak oficjalnie tłumaczono – natłoku spraw. Akta wędrowały między sądami, w międzyczasie były sezony urlopowe.
Potem postępowanie blokował adwokat, wnosząc o jego zawieszenie – oczywiście ze względu na stan zdrowia jego klienta. Sędzia musiał prosić Szwedów o przeprowadzenie badań lekarskich oskarżonego, a gdy wreszcie przyjechały do Polski, trzeba je było przetłumaczyć. Tak mijały kolejne miesiące.
Sam Gawerski utrzymywał przez swojego obrońcę, że chce uczestniczyć w procesie. Ale tak chciał, że nie stawiał się na wezwania. Nie zgodził się również na prowadzenie sprawy bez jego obecności.
Nazwisko Bika pojawiło się także w związku ze śledztwem IPN w sprawie sądowego mordu na Danucie Siedzikównie “Ince”, bohaterskiej sanitariuszce Brygady Wileńskiej AK Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki”. Nasz bohater był wówczas naczelnikiem wydziału śledczego WUBP w Gdańsku. Drugiego sierpnia 1946 r. w piśmie do tamtejszej prokuratury wojskowej informował: “Przesyłam akta sprawy przeciwko Siedzikównie Danucie, ps. Inka, w celu przekazania do Wojskowego Sądu Rejonowego w trybie postępowania doraźnego”. Za ten okres “pracy” też chciał wyższą emeryturę.
A więc przed Katowicami był Gdańsk – jakże przypomina to karierę jego kolegi – Markusa Kaca. Po drodze była jeszcze Warszawa. Sześć dni po egzekucji “Inki” (w nagrodę?) Bik został oficerem śledczym w centrali MBP. W Katowicach wylądował ostatecznie rok później, jako porucznik, odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Orderem Odrodzenia Polski.
Chory z emeryturą
W wolnej Polsce ten stalinowski oprawca medali już nie dostawał. Ale wyższą emeryturę, i owszem! W tej kwestii – chory dla organów ścigania – był wyjątkowo energiczny. Kiedy sąd niższej instancji odmówił mu, odwołał się i wygrał. Nie tylko lepiej wyliczane bieżące uposażenie, ale także wyrównanie za ubeckie zbrodnie lat 1945-53 (jako Bik, a po 1950 r. jako Bukar), ale i okres późniejszy – aż do wyjazdu z Polski w 1968 r. (jako Gawerski).
A więc odebrać świadczeń komunistycznym mordercom nie można (bo to przecież prawa nabyte), ale podwyższyć – czemu nie. Tak wygląda w wolnej Polsce sprawiedliwość.
Oskarżony przez IPN Józef Bik-Bukar-Gawerski zmarł kilka miesięcy temu. Nie osądzony, ale za to z wysoką emeryturą za ciężką pracę w organach bezpieczeństwa. Gdyby teraz nie przeniósł się na łono Abrahama, świadczenie mogło być jeszcze wyższe, gdyż od ostatniego wyroku – korzystnego dla siebie – też się odwołał, a ZUS nie protestował. Bik dołączył do grona innych “zasłużonych” zbrodniarzy – Heleny Wolińskiej-Brus i Salomona Morela, których ekstradycji do Polski nie udało się przeprowadzić. Może naszemu wymiarowi sprawiedliwości łatwiej pójdzie chociaż z Markusem Kacem?
Tadeusz M. Płużański
http://www.bibula.com/?p=15473
Panie Jacku, dobrze Pan napisał.
Żołnierze Wygo wyklęci?
– i który z oprawców ŻWyklętych poniósł choć symboliczną karę?!
Chyba że za karę uznamy…poklęci ( a tyle o nich się mówi)
– ale przez kodwyżkę świadczeń emerytalnych lub/i odszkodowania za marzec 68, bo o tym mówi się coraz częściej.
Oj, będziemy jeszcze wypłacać odszkodowanka za ” krzywdy moralne” których się dopuściliśmy wysyłając stalinowców wiadomego pochodzenia w świat.
Odbył się cudowny pogrzeb Inki, to fakt.
Ale proszę powiedzieć
– która z gadających głów, włącznie z wielebnym bp Głódziem zająknął się na temat kim byli jej oprawcy?
Kładzie nam się do głów jakieś fragmentaryczne fakty z historii.
I tak sądząc po ostatnich słynnych wypowiedziach prezydenta Dudy to:
– za zbrodnie wołyńską odpowiada jakaś mała część „ukraińskich partyzantów” spod znaku UPA.
Z jednoczesnym wskazaniem, że wojsko polskie podczas akcji odwetowych równie bestialsko mordowało cywili ( patrz Pawłokoma)
A w ogóle brzydzimy się i potępiamy powojenną Operacje Wisła.
Wszak jakby się przyjrzeć, to nosiła ona znamiona” ludobójstwa i wypędzeń….
( czas na odszkodowania dla rodzin wysiedlonych)
– podczas obchodów rocznicy wypadków kieleckich, pan prezydent Duda z taką swadą wskazywał na Polaków jako głównych sprawców.
Ileż razy odcinał się od naszej rzekomej ksenofobii, antysemityzmu itp, które to doprowadziły do mordu na żydach.
Proszę…proszę bez śledztwa można oczernić własny naród, którego wypracowany chlebek z lubością się żre?
Ale w sprawach dla nas oczywistych, wszak mordercy i ich potomkowie piszą pamiętniki z czasów swojej ciężkiej roboty w UB. Wydają je amerykańskie i żydowskie wydawnictwa, włącznie z polskojęzycznym Znakiem ( Gross)
I co!? Nie ma winnych?!
Nie ma i nie będzie, gdyż nie ma takiej woli i przyzwolenia właścicieli większości pisowskich polityków! Bo to, że oni są niesamodzielnymi pacynkami to oczywistość, o której nawet nie chce mi się pisać.
Na koniec słów kilka o losach mordercy Inki, naszym IPN z dzielnym panem Cenckiewiczem na czele:
Józef Bik-Bukar-Gawerski w 2003 r. przysłał do IPN list, w którym prosił o wydanie zaświadczenia, że w latach 1945 – 1953 pracował w… bezpiece. Było mu potrzebne, aby starać się o wyższą emeryturę. W ten sposób oprawca, po 35 latach, odnalazł się. Wcześniej śledztwo przeciwko Bikowi nie mogło ruszyć z miejsca, bo prokuratorzy Instytutu nie znali miejsca jego zamieszkania.
Akt oskarżenia brzmiał: “Józefowi B. zarzucamy popełnienie zbrodni komunistycznej, której dopuścił się w czasie przesłuchań członków organizacji Polskie Siły Demokratyczne i Polska Tajna Armia Wyzwoleńczo-Demokratyczna. Bił ich, znęcał się i zmuszał w ten sposób do składania zeznań”.
Zarzuty dotyczyły lat 1948-49, kiedy Bik był zastępcą naczelnika wydziału śledczego WUBP w Katowicach (a więc zastępcą Markusa Kaca). Więźniowie zapamiętali, że “miał ciężką rękę”. Okładał ich nogą od stołka po plecach, gumą po gołych piętach, kopał w jądra i bose stopy.
Z zeznań świadka: “Bik spytał mnie, co to jest demokracja. Odpowiedziałem, że to musi być coś dobrego, bo o tym w gazetach piszą. Wtedy on z całej siły uderzył mnie pięścią w zęby wybijając mi obie górne jedynki”. Inny o mało nie stracił życia wskutek pobicia. Po wyjściu na wolność nie odzyskał zdrowia i wkrótce zmarł. Bik nie tylko sam znęcał się fizycznie i psychicznie nad osadzonymi, ale namawiał do przemocy swoich podwładnych.
Ciągnęła się za nim “sława” oprawcy. Czy dlatego zmienił nazwisko? On sam podawał inny powód: “Melduję, że w związku z ośmieszającym brzmieniem mego dotychczasowego nazwiska, decyzją władz administracyjnych zmieniłem dotychczasowe jego brzmienie na Bukar Józef […]. Jednocześnie melduję, że w dniu 4 marca 1950 r., na podstawie zezwolenia Departamentu Kadr MBP, zawarłem związek małżeński z […], na co przedkładam odpis aktu ślubu”.
Na wyjazd do Palestyny o zgodę resortu już nie poprosił i… nie wyjechał, a nadto został zwolniony z bezpieki. Był 1953 r. Prawdziwy powód wyrzucenia Bukara może być jednak inny. To kontakty z gen. Wacławem Komarem (Mendlem Kossojem, funkcjonariuszem MBP i KBW, weteranem wojny w Hiszpanii, oczywiście po “słusznej“ stronie), oskarżonym o “odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Nie wiadomo, co Józef Bukar robił później, ale znów zmienił nazwisko i stał się Józefem Gawerskim, po czym wyjechał z Polski – jak wielu innych stalinowców – na fali pomarcowej emigracji 1968 r. Już nie do Palestyny, ale do Szwecji.
Katowicki IPN skierował co prawda do sądu akt oskarżenia przeciwko Bikowi-Bukarowi-Gawerskiemu, ale przez dłuższy czas nie wyznaczono terminu procesu, z powodu – jak oficjalnie tłumaczono – natłoku spraw. Akta wędrowały między sądami, w międzyczasie były sezony urlopowe.
Potem postępowanie blokował adwokat, wnosząc o jego zawieszenie – oczywiście ze względu na stan zdrowia jego klienta. Sędzia musiał prosić Szwedów o przeprowadzenie badań lekarskich oskarżonego, a gdy wreszcie przyjechały do Polski, trzeba je było przetłumaczyć. Tak mijały kolejne miesiące.
Sam Gawerski utrzymywał przez swojego obrońcę, że chce uczestniczyć w procesie. Ale tak chciał, że nie stawiał się na wezwania. Nie zgodził się również na prowadzenie sprawy bez jego obecności.
Nazwisko Bika pojawiło się także w związku ze śledztwem IPN w sprawie sądowego mordu na Danucie Siedzikównie “Ince”, bohaterskiej sanitariuszce Brygady Wileńskiej AK Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki”. Nasz bohater był wówczas naczelnikiem wydziału śledczego WUBP w Gdańsku. Drugiego sierpnia 1946 r. w piśmie do tamtejszej prokuratury wojskowej informował: “Przesyłam akta sprawy przeciwko Siedzikównie Danucie, ps. Inka, w celu przekazania do Wojskowego Sądu Rejonowego w trybie postępowania doraźnego”. Za ten okres “pracy” też chciał wyższą emeryturę.
A więc przed Katowicami był Gdańsk – jakże przypomina to karierę jego kolegi – Markusa Kaca. Po drodze była jeszcze Warszawa. Sześć dni po egzekucji “Inki” (w nagrodę?) Bik został oficerem śledczym w centrali MBP. W Katowicach wylądował ostatecznie rok później, jako porucznik, odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Orderem Odrodzenia Polski.
Chory z emeryturą
W wolnej Polsce ten stalinowski oprawca medali już nie dostawał. Ale wyższą emeryturę, i owszem! W tej kwestii – chory dla organów ścigania – był wyjątkowo energiczny. Kiedy sąd niższej instancji odmówił mu, odwołał się i wygrał. Nie tylko lepiej wyliczane bieżące uposażenie, ale także wyrównanie za ubeckie zbrodnie lat 1945-53 (jako Bik, a po 1950 r. jako Bukar), ale i okres późniejszy – aż do wyjazdu z Polski w 1968 r. (jako Gawerski).
A więc odebrać świadczeń komunistycznym mordercom nie można (bo to przecież prawa nabyte), ale podwyższyć – czemu nie. Tak wygląda w wolnej Polsce sprawiedliwość.
Oskarżony przez IPN Józef Bik-Bukar-Gawerski zmarł kilka miesięcy temu. Nie osądzony, ale za to z wysoką emeryturą za ciężką pracę w organach bezpieczeństwa. Gdyby teraz nie przeniósł się na łono Abrahama, świadczenie mogło być jeszcze wyższe, gdyż od ostatniego wyroku – korzystnego dla siebie – też się odwołał, a ZUS nie protestował. Bik dołączył do grona innych “zasłużonych” zbrodniarzy – Heleny Wolińskiej-Brus i Salomona Morela, których ekstradycji do Polski nie udało się przeprowadzić. Może naszemu wymiarowi sprawiedliwości łatwiej pójdzie chociaż z Markusem Kacem?
Tadeusz M. Płużański
http://www.bibula.com/?p=15473