6 odpowiedzi do “ZAPROSZENIE – 17 listopada g, 18 Opole”
Ależ Panie Jacku!
Wiem o tym, że pan Osiejuk jest człowiekiem oczytanym, wielkiego intelektu, taktu i wiary.
Dowodem na to są tytuły napisanych przez niego dzieł/ książek.
Od rok and rolla po ekonomię.
O prawie kanonicznym też pamiętam.
Czy mam prawo oceniać takiego człowieka?
Chyba nie i muszę nauczyć się z tym żyć.
Przebywanie pośród wielkich nie należy do przyjemnych, Pan rozumie?!
…te ciągłe rozterki ducha…. i poczucie własnej małości i nicości….
Poczucie bycia takim ” pożytecznym durniem”, jak pysznie to pan opisał:
„O pożytecznych durniach i prawie do życia
Obrońcy życia najpierw przedstawili projekt, w którym faktyczny problem został przysłonięty przez zapis o „całkowitym zakazie”, dodatkowo wsparty przez słowo „więzienie” i od tego momentu kwestię ochrony życia poczętego szlag trafił. I oczywiście nie miało już znaczenia, że to nie był ani projekt rządowy, ani projekt PiS-u, ani też nie pomogło oświadczenie samego Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że on osobiście jest przeciwko nowemu projektowi; atak został skierowany w jedynym możliwym kierunku, a więc przeciwko obecnej władzy. I w tym momencie stało się też oczywiste, że parlamentarna większość nie będzie miała żadnego wyjścia jak ów projekt odrzucić i zrobić to możliwie jak najszybciej.
Jednak następnym krokiem powinno być jak najszybsze przedłożenie przez rząd projektu ustawowego zakazu aborcji na dzieciach z zespołem Downa, czemu powinna towarzyszyć bardzo szeroka i najbardziej profesjonalnie przeprowadzona kampania informacyjna. I w ten sposób dojdziemy do upragnionego przez nas stanu, gdzie w Polsce aborcja będzie całkowicie zakazana, a ta banda ludożerców, wraz owym legionem pożytecznych idiotów, nawet tego nie zauważą.”
Jakbym słyszała, że ” ręce, które podniosą się na PIS i jego prezesa, odrąbiemy”!
Czyżby umknęło uwadze pana Osiejuka, że legion idiotów otrzymał już nowy cudowny projekt?
Opierający się na ruskim ” machniom”?
– 4 tysiaczki albo życie
Prawda, że pięknie?!
Ale pan poruszył już inne zagadnienie.
Zajął się kardynałem Burkiem.
Po przeczytaniu ostatniego wpisu pana Osiejuka:
„Nie lubię kardynała Burke. Nie chce mi się go czytać.”
Prawda, że to cudowne wyznanie!?
Pomyślałam, że jakiś poziom należy zachować.
Nie dyskutuje się z kimś, kto publicznie przyznaje się do swojego kabotyństwa….
Szkoda czasu i cennego paliwa.
Wystarczą mi inteligĘckie wygibasy na jego blogu.
Pozdrawiam.
Napisałam nieco skrótowo.
Pan Osiejuk, jutrzejszy prelegent był łaskaw napisać
( i nadal podtrzymuje swoje zdanie )
„chciałbym się już na koniec zwrócić do kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Caffarry i Meisnera, żeby może przestali zawracać głowę Franciszkowi, zwłaszcza, że z tego co słyszę, jemu ani w głowie poświęcać im swój czas, i przesłali swoje pytania do mnie. Ja im to wszystko w możliwie przystępny sposób wytłumaczę. Tylko proszę, niech mi nie każą odpowiadać na swoje dylematy „tak” lub „nie”, bo jak ja im zadam parę pytań typu tak/nie, to się nie pozbierają”
Otóż, sądząc po notce, podejrzewam, że pan Osiejuk jest delegatem zacnego ruchu Wir sind Kirche na Polen
Ruchu narodzonego zresztą w post luterańskich krajach
„My jesteśmy Kościołem (niem. Wir sind Kirche) – międzynarodowy ruch zainicjowany w Rzymie w 1996 jako forma nacisku na hierarchię Kościoła rzymskokatolickiego do odnowy Kościoła na fundamentach II Soboru Watykańskiego i ducha teologicznego jaki się z soboru wyłonił. Dziś hasło „My jesteśmy Kościołem” w Europie jest kojarzone nie tylko z konkretnym ruchem, ale i z szeregiem postaw laikatu katolickiego kontestacyjnych wobec Kościoła hierarchicznego i domagających się jego reformy.
My jesteśmy Kościołem” ma swoje oddziały i przedstawicielstwa w ponad 20 krajach na wszystkich kontynentch i współpracuje z podobnymi organizacjami katolickimi (np. Catholics for a Free Choice z USA, „Kościół od dołu” z Niemiec, grupa Golias z Francji, Ruch 8 Maja z Holandii istniejący w latach 1985-2003)
Postulaty „referendum kościelnego”
– Równouprawnienie wszystkich wierzących, przezwyciężenie przepaści pomiędzy duchownymi a laikami.
-Współdecydowanie Kościoła lokalnego przy wyborach biskupich.
-Współdecydowanie kobiet we wszystkich gremiach kościelnych.
-Powołanie do życia urzędu stałego diakonatu dla kobiet.
-Umożliwienie kobietom przyjmowania święceń kapłańskich.
– Celibat – możliwość wolnego wyboru.
-Uznanie prymatu sumienia człowieka w decyzjach dotyczących dziedziny etyki seksualnej.
-Zróżnicowanie podejścia (oceny moralnej) w stosunku do środków antykoncepcyjnych i środków aborcyjnych.
– Więcej otwartości w miejsce stereotypowych sądów (na przykład w kwestii podejścia do stosunków przedmałżeńskich czy homoseksualizmu).
– W miejsce koncentrowania się na problemach moralności seksualnej, przeniesienie tego akcentu oraz większe zaangażowanie się na inne palące tematy (m.in. pokoju, sprawiedliwości społecznej, ekologii).
-Radosna Nowina w miejsce „grożącego palca Bożego”.
– Udzielanie komunii rozwiedzionym,
– Interkomunia z protestantami.
…..noooo wypisz…wymaluj…pan Osiejuk ze swoimi poglądami :-)
Nigdzie nie wychodzę trzaskając drzwiami.
Ewentualnie trzasnęłabym w pysk pana, który z taką nonszalancją wypowiada się na temat kardynałów Kościoła Katolickiego.
Piszę to w oczywistej przenośni, Panie Jacku.
Pan Osiejuk zachowuje się jak buc, pozwalając sobie na takie wpisy….
Dlatego grzecznie zapytałam
– czy warto zapraszać ( by później być utożsamianym) prelegenta, który uporczywie twierdzi
„Wir sind Kirche”?!?
Pozdrawiam.
Nie ja pana Osiejuka zaprosiłem. Więc nie czuję się zobowiązany jego poglądy podzielać, a jeśli chodzi o to co ludzie o mnie pomyślą …
Jego poglądy na temat Kościoła nie są tematem spotkania. Mamy problemy z Polską i szukamy informacji o możliwościach ich rozwiązania. Dowiemy się jak na nie patrzyła Zyta Gilowska, kobieta „oczytana”. Prawdopodobnie się dowiemy.
Zapraszam na spotkanie i proszę o przepytanie gościa na temat tak Panią interesujący. Może się uda go „naprostować” jeśli jest taki jak Pani podejrzewa. Może i ja Panią poprę w tej akcji. Będzie wtedy naprawdę ciekawie, a nie tak jak się zapowiada. Historia ekonomii wzbudza co najwyżej emocje negatywne.
Uprzejmię Pana Jacka pytam
– Czy jest Pan tradycyjnym katolikiem czy nowatorskim półidiotą?!
Bo czytając powyższe zaproszenie odczuwam pewien dyskomfort.
A w każdym bądź razie….
GRATULUJĘ WYBORU PRELEGENTA!
Akurat wczoraj, kiedy obchodziliśmy tu 100 rocznicę śmierci Henryka Sienkiewicza, dotarła do mnie zamieszczona na jednym z wielu szalenie pobożnych portali, którego nazwy ani nie pamiętam, ani pamiętać nie potrzebuję, że 19 września czterech kardynałów: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zwróciło się do papieża Franciszka z prośbą, by ten im wyjaśnił parę kwestii zawartych w powstałej w wyniku Synodu o Rodzinie adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Apel ów został sformułowany w postaci pięciu pytań, na które kardynałowie życzyli sobie otrzymać wyłącznie krótką odpowiedź „tak”, lub „nie”, co dla mnie, a jestem pewien, że i dla większości choćby próbujących myśleć obserwatorów, świadczy wyłącznie o czarnych intencjach wspomnianych kardynałów. No ale nie uprzedzajmy tego, co przed nami.
Jak wspomniałem, pytań, z którymi kardynałowie wystąpili do Franciszka, było pięć, jednak wszystkie one tak naprawdę dotyczyły jednej tylko kwestii, a mianowicie tego, w jaki sposób Kościół planuje traktować osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach. I tu zatem ja mam kolejne podejrzenie co do brudnych intencji, jakimi kierowali się wspomniani kardynałowie. Nawet nie trzeba specjalnie analizować ani treści tych pytań, ani sposobu, w jaki one są zadawane, by widzieć ów podstęp, który ma doprowadzić do tego, że założywszy, że ten będzie odpowiadał uczciwie i szczerze, w dodatku wyłącznie „tak” lub „nie”, na samym końcu będzie można papieżowi zarzucić brak konsekwencji. No ale machnijmy ręką na ową chytrość i skupmy się na treści problemu. Otóż kardynałowie, mimo że swoje rzekome wątpliwości zawarli aż w pięciu pytaniach, chcą się tak naprawdę dowiedzieć od Franciszka jednej rzeczy, a mianowicie tego, czy on, apelując o zastanowienie się nad stworzeniem sposobu, by osoby żyjące w nowych związkach objąć opieką duszpasterską, nie występuje przypadkiem przeciwko tezom zawartym w encyklice Jana Pawła II „Veritatis Splendor”, gdzie wyraźnie jest powiedziane, że czyn z gruntu zły nie może być usprawiedliwiony okolicznościami.
Otóż ja znam dziś kilka osób, które w którymś momencie swojego życia nieroztropnie pożeniły się, rozwiodły, a następnie założyły nowe, szczęśliwe, kochające się rodziny i, co istotne – w porównaniu zwłaszcza z tym co było wcześniej – rodziny żyjące w wierze i szczerej pobożności, a ich jedynym nieszczęściem jest to, że przez to, iż ich poprzednie związki miały pecha być związkami sakramentalnymi, są oni już do końca życia oderwani od Bożej Miłości rozumianej jako możliwość uczestniczenia w sakramentach. Oni dzielnie znoszą swój los, regularnie uczestniczą w nabożeństwach, wychowują dzieci w wierze katolickiej i oczywiście posłusznie i z pokorą podczas Komunii Świętej pozostają w ławkach.
Słyszałem jednak też o ludziach, których życie ułożyło się bardzo podobnie do tego co opisałem powyżej, z tą różnica, że w swoim pierwszym, drugim, czy trzecim związku, oni albo w ogóle nie zawracali sobie głowy jakimś ślubem, albo załatwiali sprawę w urzędzie. I kiedy nagle uznali, że właściwie nie byłoby źle to drugie, trzecie, lub czwarte małżeństwo autoryzować w Świętym Kościele, poszli grzecznie do spowiedzi, pobożnie przyjęli Komunię Świętą i zostali przyjęci do owej owczarni z otwartymi ramionami. I efekt tego jest taki, że często i jedni i drudzy spotykają się tego samego dnia, na tej samej Mszy, modlą się do tego samego Boga, tyle że jedni klęcząc po przyjęciu Komunii, a ci drudzy siedząc w ławce i wpatrując się w ten Krzyż.
Otóż ja oczywiście nie mam pewności, czy to co tu piszę, trafi do kogokolwiek, a już zwłaszcza do tych, którzy w ostatnich miesiącach z wielkim zaniepokojeniem pochylają się nad posługą papieża Franciszka. Mam natomiast podejrzenie, że akurat sam Franciszek, gdyby mu się zdarzyło czytać moje słowa, wiedziałby dobrze, co pragnę przekazać. A mając w sobie to przekonanie, chciałbym się już na koniec zwrócić do kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Caffarry i Meisnera, żeby może przestali zawracać głowę Franciszkowi, zwłaszcza, że z tego co słyszę, jemu ani w głowie poświęcać im swój czas, i przesłali swoje pytania do mnie. Ja im to wszystko w możliwie przystępny sposób wytłumaczę. Tylko proszę, niech mi nie każą odpowiadać na swoje dylematy „tak” lub „nie”, bo jak ja im zadam parę pytań typu tak/nie, to się nie pozbierają.
Och, pan Osiejuk to jakiś strasznie nerwowy człeczyna :-)
Grozi samym biskupom Kościoła Katolickiego.
( z czym do ludzi, Osiejuku…)
Serdecznie dziękuję Szanownej Pani za poszerzenie mojej wiedzy o panu Osiejuku. Z tej strony go nie znałem. Widziałem go zresztą tylko raz, a czytuję z rzadka, bo wydaje mi się zbyt ostrożny. Jednak niektórzy moi koledzy twierdzą, że wiele tracę.
Pozwolę sobie zapytać:
Czy jak w kościele mówią „Módlmy się za papieża Franciszka i jego dzieło” to Pani wychodzi trzaskając drzwiami?
6 odpowiedzi do “ZAPROSZENIE – 17 listopada g, 18 Opole”
Ależ Panie Jacku!
Wiem o tym, że pan Osiejuk jest człowiekiem oczytanym, wielkiego intelektu, taktu i wiary.
Dowodem na to są tytuły napisanych przez niego dzieł/ książek.
Od rok and rolla po ekonomię.
O prawie kanonicznym też pamiętam.
Czy mam prawo oceniać takiego człowieka?
Chyba nie i muszę nauczyć się z tym żyć.
Przebywanie pośród wielkich nie należy do przyjemnych, Pan rozumie?!
…te ciągłe rozterki ducha…. i poczucie własnej małości i nicości….
Poczucie bycia takim ” pożytecznym durniem”, jak pysznie to pan opisał:
„O pożytecznych durniach i prawie do życia
Obrońcy życia najpierw przedstawili projekt, w którym faktyczny problem został przysłonięty przez zapis o „całkowitym zakazie”, dodatkowo wsparty przez słowo „więzienie” i od tego momentu kwestię ochrony życia poczętego szlag trafił. I oczywiście nie miało już znaczenia, że to nie był ani projekt rządowy, ani projekt PiS-u, ani też nie pomogło oświadczenie samego Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że on osobiście jest przeciwko nowemu projektowi; atak został skierowany w jedynym możliwym kierunku, a więc przeciwko obecnej władzy. I w tym momencie stało się też oczywiste, że parlamentarna większość nie będzie miała żadnego wyjścia jak ów projekt odrzucić i zrobić to możliwie jak najszybciej.
Jednak następnym krokiem powinno być jak najszybsze przedłożenie przez rząd projektu ustawowego zakazu aborcji na dzieciach z zespołem Downa, czemu powinna towarzyszyć bardzo szeroka i najbardziej profesjonalnie przeprowadzona kampania informacyjna. I w ten sposób dojdziemy do upragnionego przez nas stanu, gdzie w Polsce aborcja będzie całkowicie zakazana, a ta banda ludożerców, wraz owym legionem pożytecznych idiotów, nawet tego nie zauważą.”
http://osiejuk.salon24.pl/730803,o-pozytecznych-durniach-i-prawie-do-zycia
Jakbym słyszała, że ” ręce, które podniosą się na PIS i jego prezesa, odrąbiemy”!
Czyżby umknęło uwadze pana Osiejuka, że legion idiotów otrzymał już nowy cudowny projekt?
Opierający się na ruskim ” machniom”?
– 4 tysiaczki albo życie
Prawda, że pięknie?!
Ale pan poruszył już inne zagadnienie.
Zajął się kardynałem Burkiem.
Po przeczytaniu ostatniego wpisu pana Osiejuka:
„Nie lubię kardynała Burke. Nie chce mi się go czytać.”
Prawda, że to cudowne wyznanie!?
Pomyślałam, że jakiś poziom należy zachować.
Nie dyskutuje się z kimś, kto publicznie przyznaje się do swojego kabotyństwa….
Szkoda czasu i cennego paliwa.
Wystarczą mi inteligĘckie wygibasy na jego blogu.
Pozdrawiam.
Napisałam nieco skrótowo.
Pan Osiejuk, jutrzejszy prelegent był łaskaw napisać
( i nadal podtrzymuje swoje zdanie )
„chciałbym się już na koniec zwrócić do kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Caffarry i Meisnera, żeby może przestali zawracać głowę Franciszkowi, zwłaszcza, że z tego co słyszę, jemu ani w głowie poświęcać im swój czas, i przesłali swoje pytania do mnie. Ja im to wszystko w możliwie przystępny sposób wytłumaczę. Tylko proszę, niech mi nie każą odpowiadać na swoje dylematy „tak” lub „nie”, bo jak ja im zadam parę pytań typu tak/nie, to się nie pozbierają”
Otóż, sądząc po notce, podejrzewam, że pan Osiejuk jest delegatem zacnego ruchu Wir sind Kirche na Polen
Ruchu narodzonego zresztą w post luterańskich krajach
„My jesteśmy Kościołem (niem. Wir sind Kirche) – międzynarodowy ruch zainicjowany w Rzymie w 1996 jako forma nacisku na hierarchię Kościoła rzymskokatolickiego do odnowy Kościoła na fundamentach II Soboru Watykańskiego i ducha teologicznego jaki się z soboru wyłonił. Dziś hasło „My jesteśmy Kościołem” w Europie jest kojarzone nie tylko z konkretnym ruchem, ale i z szeregiem postaw laikatu katolickiego kontestacyjnych wobec Kościoła hierarchicznego i domagających się jego reformy.
My jesteśmy Kościołem” ma swoje oddziały i przedstawicielstwa w ponad 20 krajach na wszystkich kontynentch i współpracuje z podobnymi organizacjami katolickimi (np. Catholics for a Free Choice z USA, „Kościół od dołu” z Niemiec, grupa Golias z Francji, Ruch 8 Maja z Holandii istniejący w latach 1985-2003)
Postulaty „referendum kościelnego”
– Równouprawnienie wszystkich wierzących, przezwyciężenie przepaści pomiędzy duchownymi a laikami.
-Współdecydowanie Kościoła lokalnego przy wyborach biskupich.
-Współdecydowanie kobiet we wszystkich gremiach kościelnych.
-Powołanie do życia urzędu stałego diakonatu dla kobiet.
-Umożliwienie kobietom przyjmowania święceń kapłańskich.
– Celibat – możliwość wolnego wyboru.
-Uznanie prymatu sumienia człowieka w decyzjach dotyczących dziedziny etyki seksualnej.
-Zróżnicowanie podejścia (oceny moralnej) w stosunku do środków antykoncepcyjnych i środków aborcyjnych.
– Więcej otwartości w miejsce stereotypowych sądów (na przykład w kwestii podejścia do stosunków przedmałżeńskich czy homoseksualizmu).
– W miejsce koncentrowania się na problemach moralności seksualnej, przeniesienie tego akcentu oraz większe zaangażowanie się na inne palące tematy (m.in. pokoju, sprawiedliwości społecznej, ekologii).
-Radosna Nowina w miejsce „grożącego palca Bożego”.
– Udzielanie komunii rozwiedzionym,
– Interkomunia z protestantami.
…..noooo wypisz…wymaluj…pan Osiejuk ze swoimi poglądami :-)
Nigdzie nie wychodzę trzaskając drzwiami.
Ewentualnie trzasnęłabym w pysk pana, który z taką nonszalancją wypowiada się na temat kardynałów Kościoła Katolickiego.
Piszę to w oczywistej przenośni, Panie Jacku.
Pan Osiejuk zachowuje się jak buc, pozwalając sobie na takie wpisy….
Dlatego grzecznie zapytałam
– czy warto zapraszać ( by później być utożsamianym) prelegenta, który uporczywie twierdzi
„Wir sind Kirche”?!?
Pozdrawiam.
Nie ja pana Osiejuka zaprosiłem. Więc nie czuję się zobowiązany jego poglądy podzielać, a jeśli chodzi o to co ludzie o mnie pomyślą …
Jego poglądy na temat Kościoła nie są tematem spotkania. Mamy problemy z Polską i szukamy informacji o możliwościach ich rozwiązania. Dowiemy się jak na nie patrzyła Zyta Gilowska, kobieta „oczytana”. Prawdopodobnie się dowiemy.
Zapraszam na spotkanie i proszę o przepytanie gościa na temat tak Panią interesujący. Może się uda go „naprostować” jeśli jest taki jak Pani podejrzewa. Może i ja Panią poprę w tej akcji. Będzie wtedy naprawdę ciekawie, a nie tak jak się zapowiada. Historia ekonomii wzbudza co najwyżej emocje negatywne.
Uprzejmię Pana Jacka pytam
– Czy jest Pan tradycyjnym katolikiem czy nowatorskim półidiotą?!
Bo czytając powyższe zaproszenie odczuwam pewien dyskomfort.
A w każdym bądź razie….
GRATULUJĘ WYBORU PRELEGENTA!
Akurat wczoraj, kiedy obchodziliśmy tu 100 rocznicę śmierci Henryka Sienkiewicza, dotarła do mnie zamieszczona na jednym z wielu szalenie pobożnych portali, którego nazwy ani nie pamiętam, ani pamiętać nie potrzebuję, że 19 września czterech kardynałów: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zwróciło się do papieża Franciszka z prośbą, by ten im wyjaśnił parę kwestii zawartych w powstałej w wyniku Synodu o Rodzinie adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Apel ów został sformułowany w postaci pięciu pytań, na które kardynałowie życzyli sobie otrzymać wyłącznie krótką odpowiedź „tak”, lub „nie”, co dla mnie, a jestem pewien, że i dla większości choćby próbujących myśleć obserwatorów, świadczy wyłącznie o czarnych intencjach wspomnianych kardynałów. No ale nie uprzedzajmy tego, co przed nami.
Jak wspomniałem, pytań, z którymi kardynałowie wystąpili do Franciszka, było pięć, jednak wszystkie one tak naprawdę dotyczyły jednej tylko kwestii, a mianowicie tego, w jaki sposób Kościół planuje traktować osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach. I tu zatem ja mam kolejne podejrzenie co do brudnych intencji, jakimi kierowali się wspomniani kardynałowie. Nawet nie trzeba specjalnie analizować ani treści tych pytań, ani sposobu, w jaki one są zadawane, by widzieć ów podstęp, który ma doprowadzić do tego, że założywszy, że ten będzie odpowiadał uczciwie i szczerze, w dodatku wyłącznie „tak” lub „nie”, na samym końcu będzie można papieżowi zarzucić brak konsekwencji. No ale machnijmy ręką na ową chytrość i skupmy się na treści problemu. Otóż kardynałowie, mimo że swoje rzekome wątpliwości zawarli aż w pięciu pytaniach, chcą się tak naprawdę dowiedzieć od Franciszka jednej rzeczy, a mianowicie tego, czy on, apelując o zastanowienie się nad stworzeniem sposobu, by osoby żyjące w nowych związkach objąć opieką duszpasterską, nie występuje przypadkiem przeciwko tezom zawartym w encyklice Jana Pawła II „Veritatis Splendor”, gdzie wyraźnie jest powiedziane, że czyn z gruntu zły nie może być usprawiedliwiony okolicznościami.
Otóż ja znam dziś kilka osób, które w którymś momencie swojego życia nieroztropnie pożeniły się, rozwiodły, a następnie założyły nowe, szczęśliwe, kochające się rodziny i, co istotne – w porównaniu zwłaszcza z tym co było wcześniej – rodziny żyjące w wierze i szczerej pobożności, a ich jedynym nieszczęściem jest to, że przez to, iż ich poprzednie związki miały pecha być związkami sakramentalnymi, są oni już do końca życia oderwani od Bożej Miłości rozumianej jako możliwość uczestniczenia w sakramentach. Oni dzielnie znoszą swój los, regularnie uczestniczą w nabożeństwach, wychowują dzieci w wierze katolickiej i oczywiście posłusznie i z pokorą podczas Komunii Świętej pozostają w ławkach.
Słyszałem jednak też o ludziach, których życie ułożyło się bardzo podobnie do tego co opisałem powyżej, z tą różnica, że w swoim pierwszym, drugim, czy trzecim związku, oni albo w ogóle nie zawracali sobie głowy jakimś ślubem, albo załatwiali sprawę w urzędzie. I kiedy nagle uznali, że właściwie nie byłoby źle to drugie, trzecie, lub czwarte małżeństwo autoryzować w Świętym Kościele, poszli grzecznie do spowiedzi, pobożnie przyjęli Komunię Świętą i zostali przyjęci do owej owczarni z otwartymi ramionami. I efekt tego jest taki, że często i jedni i drudzy spotykają się tego samego dnia, na tej samej Mszy, modlą się do tego samego Boga, tyle że jedni klęcząc po przyjęciu Komunii, a ci drudzy siedząc w ławce i wpatrując się w ten Krzyż.
Otóż ja oczywiście nie mam pewności, czy to co tu piszę, trafi do kogokolwiek, a już zwłaszcza do tych, którzy w ostatnich miesiącach z wielkim zaniepokojeniem pochylają się nad posługą papieża Franciszka. Mam natomiast podejrzenie, że akurat sam Franciszek, gdyby mu się zdarzyło czytać moje słowa, wiedziałby dobrze, co pragnę przekazać. A mając w sobie to przekonanie, chciałbym się już na koniec zwrócić do kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Caffarry i Meisnera, żeby może przestali zawracać głowę Franciszkowi, zwłaszcza, że z tego co słyszę, jemu ani w głowie poświęcać im swój czas, i przesłali swoje pytania do mnie. Ja im to wszystko w możliwie przystępny sposób wytłumaczę. Tylko proszę, niech mi nie każą odpowiadać na swoje dylematy „tak” lub „nie”, bo jak ja im zadam parę pytań typu tak/nie, to się nie pozbierają.
http://toyah1.blogspot.com/
Och, pan Osiejuk to jakiś strasznie nerwowy człeczyna :-)
Grozi samym biskupom Kościoła Katolickiego.
( z czym do ludzi, Osiejuku…)
Serdecznie dziękuję Szanownej Pani za poszerzenie mojej wiedzy o panu Osiejuku. Z tej strony go nie znałem. Widziałem go zresztą tylko raz, a czytuję z rzadka, bo wydaje mi się zbyt ostrożny. Jednak niektórzy moi koledzy twierdzą, że wiele tracę.
Pozwolę sobie zapytać:
Czy jak w kościele mówią „Módlmy się za papieża Franciszka i jego dzieło” to Pani wychodzi trzaskając drzwiami?