za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16760&Itemid=119

Izabela Brodacka
Polska oświata, jak wszyscy widzimy, jest w stanie głębokiej zapaści. Jej sanację bezwzględnie należy zacząć od zlikwidowania gimnazjów. Reforma oświaty to jedna z czterech poronionych reform AWS.
Przeciwko wprowadzaniu gimnazjów protestowało wówczas wiele osób dobrze znających i rozumiejących system oświatowy, w tym ja. Podejrzewano nas wówczas niesłusznie o oportunistyczny konserwatyzm to znaczy o chronienie swoich miejsc pracy i przywilejów. Niesłusznie, bo my starzy nauczyciele wiedzieliśmy dobrze, że gimnazja nie spełnią pokładanych w nich oczekiwań. Reforma oświaty powstała na fali rozliczeń z poprzednią epoką. Całą niechęć wobec nieefektywnego i opresyjnego systemu skierowano wówczas na jego najmniej skomunizowane instytucje pozostawiając nietknięte nieformalne struktury komunistycznej władzy i przywilejów.
Słyszeliśmy wtedy ze wszystkich stron, że polski przemysł, polskie rolnictwo i polska szkoła nie nadają się do niczego, że wszystko trzeba zburzyć i budować od nowa. Nie była to prawda. Szkolnictwo polskie w czasach PRL było na zupełnie dobrym poziomie. Polscy licealiści byli za granicą uważani wręcz za geniuszy. Zreformowany program matematyki obejmował analizę matematyczną -uczniowie II klasy liceum badali funkcje, całkowali i rozwiązywali proste równania różniczkowe. Bez problemów przyswajali to, co obecnie stwarza problemy nawet na pierwszych latach studiów.
Wprowadzenie gimnazjów oraz zlikwidowanie na wiele lat obowiązkowej matury z matematyki rozłożyło na łopatki polską szkołę. Spory w tym udział miał testowy system oceniania uczniów, specjalizacja na poziomie I klasy liceum, oraz redukcja kanonu obowiązujących lektur.
Wprowadzając dwustopniową szkołę ponadpodstawową chciano przede wszystkim oddzielić młodzież w wieku odpowiadającym dawnej 7 oraz 8 klasie od dzieci młodszych aby uchronić je przed demoralizacją. Nie pomyślano o tym, że gromadząc młodzież w trudnym wieku w jednej instytucji oświatowej i w jednym budynku stworzy się specyficzne getta, w których zakwitną wszelkie patologie- narkotyki, a przede wszystkim przemoc szkolna. „Fala” charakterystyczna za czasów realnego socjalizmu dla jednostek wojskowych, więzień i zakładów poprawczych przeniosła się do gimnazjów.
Poza tym gimnazja miały zwiększyć szanse edukacyjne młodzieży z małych ośrodków. Tymczasem, szczególnie w pierwszym okresie po ich wprowadzeniu, te szanse praktycznie zmalały. Młodzież z małych ośrodków po ukończeniu 6 klasy szkoły podstawowej nagminnie „szła do pola” gdyż rodzice korzystając z wszelkich dostępnych pretekstów zwalniali dzieci z obowiązku szkolnego. Na przykład rodzice grzecznych i dobrze wychowanych dzieci z Ochotnicy nie życzyli sobie, żeby ich dzieci codziennie jeździły w zimie oblodzoną szosą, zdezelowanym gimbusem, z niekoniecznie trzeźwym kierowcą ( są realistami) do gimnazjum w Nowym Targu czy Szczawnicy, a przede wszystkim bali się, że pozbawione wsparcia rodziny dzieci nie poradzą sobie z przemocą szkolną i demoralizującym wpływem kolegów. Po 89 roku Nowy Targ faktycznie awansował do roli centrum narkotykowego Podhala. Sytuacja uległa poprawie dopiero po utworzeniu gimnazjum na miejscu, w Ochotnicy.
Najważniejsze jest jednak co innego. Gimnazjum jako etap edukacji przymusowej nie jest w stanie osiągnąć właściwego poziomu nauczania i chcąc nie chcąc staje się przechowalnią dla młodzieży w jej najlepszym okresie rozwojowym. Inaczej mówiąc- gimnazjum marnuje młodzieży trzy najlepsze lata na edukację na wątpliwym poziomie.
Trzy następne lata liceum to zbyt mało, żeby porządnie zrealizować właściwy program. Zabójcza okazuje się koncepcja oświaty spiralnej czyli powracanie do tych samych tematów rzekomo na wyższym poziomie. Na przykład w większości gimnazjów imituje się tylko wprowadzanie trygonometrii, bo uczniowie przecież będą ja przerabiać w liceum. Natomiast nauczyciele liceum w przeświadczeniu, że podstawy trygonometrii uczniowie mieli w gimnazjum rezygnują ze szczegółowego jej omawiania. W rezultacie trygonometria jest pietą achillesową uczniów na maturze, a studenci pierwszych lat nie potrafią poradzić sobie z liczbami zespolonymi, które z najłatwiejszego tematu algebry awansowały do roli postrachu egzaminacyjnego.
Sytuację pogarsza testowy system sprawdzania wiedzy. To pokłosie utopijnego poszukiwania sprawiedliwej i łatwej do porównywania miary wiedzy. Tymczasem testy jak wiadomo mierzą wyłącznie umiejętność rozwiązywania testów. Nauczyciele i uczniowie pod presją okoliczności poświęcają jednak zbyt dużo czasu, szczególnie w ostatniej klasie gimnazjum, na rozwiązywanie testów ze szkodą dla realizacji programu.
Tragicznym nieporozumieniem jest specjalizacja na poziomie pierwszej klasy liceum pozwalająca uczniowi zakończyć edukację w dziedzinie fizyki czy chemii na pierwszej klasie. W dodatku w tej pierwszej klasie omawia się z uczniami (po gimnazjum, gdzie praktycznie fizyki nie było) efekt fotoelektryczny, model Bohra atomu wodoru czy metody pomiaru prędkości światła. Uczniowie uczą się na pamięć wzorów i ich interpretacji w przeświadczeniu, że nigdy nie zechcą mieć z fizyką nic wspólnego. Zasilą uczelnie prywatne studiując psychologię czy socjologię, a potem rosnącą armię bezrobotnych.
Równie niezbędne jak likwidacja gimnazjów i zmiana programów nauczania jest odbudowanie szkolnictwa zawodowego. Wbrew utopijnym programom upowszechniania oświaty trzeba przyjąć do wiadomości, że istnieje młodzież która nie chce się uczyć na poziomie licealnym i potem akademickim albo nie jest do tego zdolna. Dla tej młodzieży nie ma oferty edukacyjnej.
Decyzja o likwidacji gimnazjów jest obecnie równie trudna i mało popularna jak kiedyś decyzja o ich wprowadzeniu. Podstawowym argumentem przeciwko likwidacji gimnazjów jest fakt, że w budowę systemu oświatowego opartego na reformie AWS zaangażowano ogromne środki.
Jest to jednak rozumowanie na zasadzie – jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba koniecznie je zjeść, bo nie wolno zmarnować czasu zużytego na chodzenie po lesie.